17 października, 2005 rok.
W dzieciństwie zawsze przejmowałam się opinią innych. Zawsze i wszędzie. Tu i ówdzie. W szkole, w domu, na podwórku. Chciałam być idealna dla siebie, dla rodziców, którzy są znani w całej Konohie, ponieważ pracują jako prawnicy.. dla przyjaciół, a przede wszystkim dla niego. Ale szybko nauczyłam się, że chcieć to wcale nie oznacza móc. Zawsze miałam tu za dużo, tam za mało. Wchodziłam na wagę i za każdym razem kończyło się to tak samo - histerycznym płaczem. Oczywiście próbowałam to zmienić.. kilkakrotnie. Ale nigdy mi się nie udało. Prędzej doszłam do zgody z własnym umysłem i ciałem. Spróbowałam żyć na nowo, akceptując siebie. Nie było łatwo, to fakt. Zawsze starałam się nie wystarczająco. Od dziecka. Zawsze, gdy wchodziłam na wysoki szczyt zwany ''celem'' coś pchało mnie w dół. Czy to z ocenami na świadectwie, zawsze o jedną czwórkę za dużo na wyróżnienie, czy też z jazdą konną. Nie mogłam rozwijać swojej pasji, ponieważ było ograniczenie do 55 kg. A ja w tym zakresie się nie mieściłam.
Z rodzicami miałam przerąbane. Widzieli we mnie to, co chcieli. Nie zważali na moje uczucia i wartości życia. Tresowali mnie jak psa każdego dnia. Wpajali do głowy, że tylko dzięki nauce i wytrwałości do czegoś mogę dojść. Oczywiście, jest to prawda. I wszystko byłoby na ogół w porządku, gdyby nie psychiczne znęcanie się nade mną. Ale to pomińmy.
Babcia chciała mieć idealną wnuczkę. Co piątek zapraszała mnie na obiad, który z resztą sama robiła. W środy odwoziła mnie regularnie na lekcje tańca. (Na które się zapisałam, żeby zagłuszyć mój cały psychiczny ból). Codziennie odpytywała mnie z lekcji, uczyła rozszerzeń z różnych przedmiotów. Ona z resztą też chciała, żebym studiowała medycynę i zbijała niegdyś majątek. Oni wszyscy byli tacy sami. Byli ze mnie dumni tylko, wtedy kiedy w grę chodziła kasa.
Co do kontaktów po za szkołą.. cóż. Nie doświadczyłam nigdy przemocy w szkole, ale lubiana też nie byłam. Czasem czułam się jak powietrze. Każdy tylko przechodził obojętnie, nawet na mnie nie patrząc. To okropne i sama nie wiem, co byłoby gorsze. Znęcanie się nade mną? Czy całkowita obojętność? Tylko parę osób z klasy odzywało się sporadycznie. Ale zazwyczaj chodziło tylko o klasówkę, czy zadanie domowe. Niezaprzeczalnym faktem jest to, że zdobyłam w 3 gimnazjum tytuł ''prymusa'' szkoły.
No właśnie.. jak długo człowiek może żyć pod kloszem? Słuchać się gadaniny starszych. W końcu nadchodzi taki okres w życiu każdego niedojrzałego nastolatka.. przez lekarzy nazywany "buntem".Każdy przeżywa go inaczej. Niektórzy farbują włosy na wszystkie kolory tęczy robiąc sobie masę kolczyków, czy to na twarzy, czy w innych miejscach, niektórzy zaczynają próbować używek takich jak alkohol, czy narkotyki. A jeszcze inni pokazują swoją agresję całemu światu. A jak to było ze mną? Hm.. to długa historia. Nie sądzę, żebyście chcieli ją poznawać, ale z drugiej strony.. Muszę się wyżalić. Muszę w końcu wygadać się komuś do granic. Tak poleciła mi moja lekarka. Świetna kobieta. To nic, że tylko kartce zwykłego papieru.
Za czasów brzdąca brzydziły mnie igły i szczepionki. Wybuchałam płaczem, gdy przychodził do domu list przypominający o szczepionce. Stresowałam się tym, na prawdę bardzo mocno. Sądziłam, wtedy, że ten ból to najgorszy ból świata. Kilka razy próbowałam pielęgniarką uciekać z fotela. Mama zawsze powtarzała, jak to jest jej wstyd. A ja nie potrafiłam poskromić tego strachu. Nauczyłam się z nim po prostu żyć. W końcu to zupełnie normalne. 99% dzieci boi się igieł. Dopiero potem, gdy poznałam ostrza żyletek zrozumiałam, że mała igła to pikuś. Ale to nie ten temat. Pragnę wam pokazać pierw sam początek. Tak właśnie było. A na nijakiej lekcji wdż w 1 liceum wszystko się zmieniło. Chłopaki, jak zwykle pokazywali swoją niedojrzałość ciągle nawijając o seksie. Nie rozumiałam ich nadmiernej fascynacji tym zbliżeniem. Sama co to jest seks dobrze wiedziałam. To niewątpliwe. Ale wydawało mi się to strasznie nudne. Co może być fajnego w rozbieraniu się do naga, macania i pieszczenia tłustego cielska, a potem jeszcze branie do ust grubego bądź też nie ogóra. Chcę mi się teraz śmiać z samej siebie. Byłam nieskazitelnie ograniczona, ale ok nie zmieniamy tematu. Wtedy też po raz pierwszy usłyszałam takie pojęcia jak : sadyzm i masochizm. Zaczęłam przysłuchiwać się ich rozmowie. Gadali coś.. o technice BDSM. Tylko wtedy nie wiedziałam jeszcze, że taka jest fachowa nazwa. Strasznie ją, wtedy krytykowano. I chłopacy z mojej klasy i Pani od wdż. Była oburzona jak mogą kogoś podniecać tortury. I to nie jakie tortury. Polewania ciała gorącym woskiem, wykręcanie bądź też szczypanie miejsc erogennych, łaskotanie piórkiem, bicie.. To wszystko to psychoza. Tak wtedy wpajano mi do głowy, ale muszę przyznać, że zdenerwowała mnie ich postawa. Nie wiadomo czemu. Nigdy nie byłam z nikim w bliskich stosunkach. Nawet się nie masturbowałam. Wróciwszy do domu sięgnęłam po mojego laptopa, po czym po kolei sprawdzałam pojęcia 'masochizm' , 'sadyzm' i techniki BDSM. Ten skrót podchodzi od angielskich słów; bondage,discipline,domination i submission. W tłumaczeniu na polski oznaczają: związanie,dyscyplinę, dominację i uległość. Nie jest to powszechna taktyka. Ba! Nawet rzadko stosowana i ukrywana przez poszczególne osoby. Tamtego wieczoru wydawało mi się to fantastyczne i całkiem odmienne od mojego życia. Niektórzy ludzie obrażali w internecie takie osoby pisząc, że to zboczenie, patologia. Głupcy. Nic nie wiedzą. Tak, czy inaczej nie praktykowałam. Byłam dziewicą do moich osiemnastych urodzinach, gdzie zjawił się on. Chłopak, w którym kochałam się od początku gimnazjum. Wcześniej nie za specjalnie się mną interesował, ale potem świetnie się dogadywaliśmy. Wędrowaliśmy dużo. Nasze relacje szybko weszły na inny poziom. Znaleźliśmy szczęście, którego obydwoje od dawna szukaliśmy. Było nam ze sobą wspaniale, dlatego też nie wahałam się. Tego akurat byłam pewna. To z Naruto Uzumak'im chciałam spędzić swój pierwszy raz. Najpierw porządnie się upiliśmy.. a no tak nie wspominałam wam, że w tamtym okresie dużo piłam. Na przekór babci, rodzicom i sobie. Chciałam sobie udowodnić coś, ale sama nie wiedziałam dokładnie co. Alkohol był moim pierwszym uzależnieniem, a na prawdę było ich kilka. Niektóre trwają do dnia dzisiejszego. Ale to nieistotne. Więc tak jak pisałam.. upiliśmy się. Sama nie wiem kiedy znalazłam się pod nim na jego łóżku. W domu byli rodzice, ale nikomu to nie przeszkadzało. Zamknął drzwi na kłódkę i od razu przeszedł do działania.
Szybko miał wytrysk. Trwało to niesamowicie krótko, i szczerze mówiąc byłam zawiedziona. Z opowiadań Hinaty, czy Ten-Ten to wszystko inaczej wyglądało. Niegdyś słuchając ich przeżyć i doznań, które przeżywały robiłam się zazdrosna. Tak bardzo chciałam to przeżyć na własnej skórze. Ciary, fale gorąca, orgazm. A tu nici. Może dlatego, że młody, głupi i niedoświadczony? Ale ani Hinata, ani Ten-Ten nie sypiały z doświadczonymi 40 latkami. Coś było nie tak, czułam to. Nie czerpałam przyjemności z pieszczot, a bez wątpienia go kochałam i darzyłam silnym uczuciem przywiązania. Ale nikomu o tym nie powiedziałam. Dusiłam to w sobie i czułam jak uczucie niespełnienia mnie wypala od środka. Tak bardzo tego pragnęłam. A ten jednorazowy wyskok z Naruto tylko przekonał mnie we własnym przekonaniu, że tak na prawdę seks to nic wielkiego.. I w tym aspekcie mojego kruchego życia przypomniałam sobie o technice BDSM. Długo walczyłam z myślami, czy aby na pewno chcę tego próbować, ale w końcu przełamałam lody i otwarcie pogadałam, o tym z Naruto. Na początku jego oczy wyszły na wierzch. Byłam tym oburzona, no bo, który chłopak nie zgodziłby się na ostry i donośny seks? Może z nim też coś nie gra? Może jest homoseksualistą? W końcu się zgodził. Było to 3 kwietnia 2003 roku, czyli około dwa lata temu. Blondyn był zakłopotany. Nie wiedział co ma robić, ale ja go na to przygotowywałam. Najpierw kazałam mu się przywiązać do łóżka, po czym zakryć oczy maską kota. Czułam się niczym kobieta kot, i nawet ta myśl doprowadzała mnie do wrzenia. Na szafce postawiłam lód. Czytałam, że lód to dobra opcja dla początkujących. Po co od razu ciało polewać wrzącym woskiem? Zaawansowani używają patyczków do sushi, albo też igieł drażniąc ciało na przemiennie je odkażając spirytusem. Wiem brzmi to psychicznie, ale to na prawdę sprawiło mi dużą przyjemność. Czując jego usta i lód jednocześnie na brzuchu było mi błogo. Nie chciałam tego przerywać, a co więcej kończyć. Ten stan.. był na prawdę doskonały. I chociaż ciągle było mi tego mało.. Robiliśmy to kilka razy w tygodniu, aż w końcu zaproponowałam bicze, czy też inne zabawki. A on? Zerwał ze mną. Dupek. Stwierdził, że jestem niewyżyta i po prostu odszedł. Zwyczajnie, bez efektów specjalnych. Zostawił mnie z masą pytań na które do dziś nie mam odpowiedzi. Zrobiło mi się panicznie smutno, ale nie na myśl, że odszedł. Tak bardzo chciałam spróbować prawdziwych tortur. Brzmi to jak.. ech nie zaprzeczajmy. Jak zboczenie. Ale trwało to za krótko, bym mogła nazywać siebie masochistką, czy też sadystką. Denerwowało mnie to, że póki nie mam partnera nie skończę już wyżej w tej hierarchii. Ze zdumieniem czytałam opowiadania erotyczne innych dziewczyn, które opisywały swój seks. Zazdrościłam im. I przeżyć i partnera.
Pominę inne aspekty moje życia, ale zdradzę, że brałam narkotyki, piłam i uprawiałam seks dzień w dzień. Na imprezach,domówkach. Wszystko było mi jedno. Rodzice wyjechali do Londynu zostawiając mnie na pastwę losu. Jednak, o tym chcę zapomnieć. Cieszyłam się pokonując te nałogi, aż do czasu, kiedy przyszła dializa.